Cóż, kolejny dzień, kolejny wieczór spędzony na niczym, z nikim, beż konkretnego celu, bez jakiegokolwiek pomysłu na kolejne chwile..tak często w ten sposób czas, za moim pozwoleniem przelatuje mi przez palce. niech przelatuje, przecieka, sączy się- ma na to moje błogosławieństwo i krzyżyk na drogę..bo po co mi tyle czasu, skoro nie wiem, co mam z nim zrobić?? tyle jest we mnie sprzeczności, tyle niedomówień, niejasnych spostrzeżeń, zaciemnionych, poszarzałych myśli, że momentami się gubię w tym gąszczu. jestem samozwańczą mistrzynią w komplikowaniu sobie życia, na własne życzenie, swoimi decyzjami. uparcie dążę do wyznaczonego sobie celu, a gdy już go osiągam, nie czuję zadowolenia. kolejny dowód na to, że mam to czego i kogo chcę. a może to tylko spadek formy, może to tylko ta parszywa, mokra pogoda tak destruktywnie na mnie działa. a może ja się sama na własne życzenie okłamuje, frustruje...ah...co za życie...
